Gdy pochodząca z Puzdrowa Dominika Płotka, młodzieżowa Liderka programu Równać Szanse, przyszła do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym pomóc Jej i Jej ekipie znajomych w przygotowaniu trasy koncertowej, to popukałem się w czoło. I powiedziałem – Wy nie jesteście normalni. Świetnie! Róbmy to!
Grupa zaprosiła mnie jako swojego trenera – chciała, żebym nauczył ich podstaw organizacji koncertu: spraw technicznych, nagłośnienia, miliona kabelków, podstaw pracy akustyka, kompresora, EQ i kilku innych rzeczy. Oczywiście tysiące pytań, godziny wspólnej pracy, choć atmosfera była taka kreatywna i rodzinna, że nazywać tego pracą nie chcę.
Od samego początku przyjąłem dla siebie pozycje człowieka, który stoi z boku. Ponieważ nie chciałem wyręczać ekipy, chciałem, żeby sama mogła doświadczać, organizować i przeżywać to robili. Bo właśnie ta odpowiedzialność za to, co się robi, daje potem największą satysfakcję z osiągniętego celu.
Udostępniłem studio, za zgodą ówczesnej Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach pani Judyty Kroskowskiej (która na każdym kroku pomagała ekipie we wszystkich jej problemach) żeby mogli samodzielnie spędzać tam długie godziny, całe wieczory. Zajęło im to kilka miesięcy ciężkiej pracy, ale pozwoliło też na tyle obyć się ze sprzętem muzycznym, i przede wszystkim poznać materiał koncertowy, żeby spokojnie móc wyjść na scenę.
Osobną historią była organizacja samej trasy. Na to poświęcili naprawdę bardzo dużo energii, odwiedzając okoliczne szkoły i instytucje kultury, załatwiając środki transportu, angażując w to rodziców. Koniec końców – udało się przygotować trasę liczącą 12 występów na terenie całego powiatu kartuskiego.
Trudna to była widownia, ponieważ by była to głównie młodzież, więc występowali przed swoimi ziomeczkami, co we współczesnym świecie jest naprawdę olbrzymim osiągnięciem i jestem z tego chyba najbardziej dumny, że dali radę. W świecie, w którym pokazać się z czymś artystycznym, wyjść z cienia z wartościami – w moich oczach ogromny SZACUN. I przywilej, że mnie do tego zaprosili.
W połowie trasy koncertowej doszli już do takiej wprawy, że zarówno rozkładanie sceny, jak i składanie, a potem pakowanie wszystkiego do busa nie sprawiało im żadnego właściwie większego problemu. Bywały też tak, że w ciągu jednego dnia były 2 koncerty, w związku z czym zmęczenie osiągało naprawdę duży poziom. Nigdy nie zapomnę sytuacji, w której pomiędzy jednym koncertem a drugim po rozłożeniu sprzętu w drugiej szkole po prostu zasnęli na materacach…
Po zebraniu wystarczającej ilości środków oraz pozyskaniu licznych sponsorów ekipa pojechała na swój wymarzony wyjazd w Bieszczady, zapraszając mnie oczywiście jako swojego dorosłego opiekuna.
Była to podróż w zupełnie starym stylu w zatłoczonych pociągach kilkanaście godzin przez całą Polskę, z licznymi przesiadkami i historiami po drodze. A w Bieszczadach cóż, każdy kto kiedykolwiek tam był, wie, że tam nie może nie być cudownie. Ekipa była mocno rozśpiewana, czy to przy ognisku, czy na bieszczadzkich szlakach. Idąc szczytem połonin. Tam też miała miejsca jedna z najzabawniejszych epizodów w historii całego tego przedsięwzięcia.
Szedłem na tyle grupy, na szlaku ze schroniska Chatka Puchatka w kierunku Wetliny. Ekipa śpiewała sobie różne piosenki, które jej przychodziły na myśl, w tym sporo religijnych.
Turyści mijający nas w przeciwnym kierunku, bardzo żywo na to reagowali, pozdrawiali, śmiali się, przebijali piątki. W pewnym momencie podeszli do mnie starsi państwo idący w przeciwnym kierunku i po minięciu grupy powiedzieli do mnie takie oto słowa: „Ależ ma ksiądz fantastyczną ekipę młodzieży, jak dobrze, że jeszcze takie się zdarzają.”
Kurtyna. 🙂
MZK. Młodzi, Zdolni, Kreatywni. Kropka.